piątek, 7 kwietnia 2017

Edynburskie wspomnienie...


                                              No tak, to już po:) Pozostały nam zdjęcia i wspomnienia.
                                                             Bardzo szybko  minęły te trzy dni.
                                              A na początek mojej krótkiej obrazkowej opowieści-krowa.
                                              Bo : kolorowa :) I na podwórzu szkolnym stojąca, czytająca;)







                                         Samo miasto, juz nie tak kolorowe, kamienne, ściśle zabudowane.
                                                                      Z licznymi wieżami.
                                                                      I szkockimi flagami.
                                           Edynburg, wypełniony jest legendami i opowieściami.
                                 Warto się wybrać z przewodnikiem na zwiedzanie miasta, można i nocą...
                              Możemy się wtedy dowiedzieć, jak trudno żyło się tu ludziom przed wiekami.
                            Edynburg nawiedzały zarazy, miasto było zamkniete w murach i dosłownie się w
                                        nich dusiło. Miasto zwane było nawet- Starym Kopciuchem.
                                               Dlatego w XVIII wieku, wybudowano Nowe Miasto.




                                                                              Stare Miasto





















           Góra Artura, jeden z symboli miasta-widziana z zamku. 
            Niestety, tam nie udało się nam dotrzeć. 







 Widok z zamku, na Nowe Miasto.
I morze.








Dudziarze grają przez cały dzień.







                     Warto zaglądać do tzw.close,czyli sekretnych przejść, których w mieście jest mnóstwo.
                          Niektóre zwiedza się z przewodnikiem. :https://www.realmarykingsclose.com/
                                          My zwiedzimy je następnym razem. Zabrakło biletów.










                                                                 Mam ochotę na krówki, czyli fudge.
                                                     W życiu nie jedliśmy tak dobrych. I w tylu smakach.












                                          Kręcimy sie po najbardziej znanej szkockiej ulicy-Royal Mile.
                            Królewską Mile, po prostu trzeba przejść. Wiedzie od Zamku, do Pałacu Holyrood.
                                       Mnóstwo przy niej ciekawych domów, pubów, muzeów, sklepów.































                                       Nie da się ominąć cmentarzy edynburskich. Są bardzo malownicze.














                                                              A żonkile , były wszędzie.














                                                               Trafiliśmy też na lokalny targ.
















                                                     I do portu, gdzie stoi Królewski Jacht -Brytania.







                                             Dużą atrakcją dla nas, była przejażdżka piętrowym autobusem.
                                                   Kilka razy wcisęłam nieistniejący pedał hamulca;)
















                              Do Edynburga zjeżdżąja całe grupy przyjaciół, na wieczory kawalerskie i inne.
                                         Zakrapiane;) Trzeba się wybrać na degustację whiski i na herbatę
                                          do kawiarni Pod Słoniem, gdzie Rowling pisała Harrego Pottera.












                                                Warto tu przyjechać. Fascynujące miejsce.
                                 Muszę do Edyburga wrócić, bo na wiele atrakcji-zabrakło czasu.
                                              Chciałabym tu przyjechać i się nie spieszyć.





czwartek, 30 marca 2017

Ciepło, cieplutko


                                               w naszej Alzacji. Ale zamiast tu się cieszyć urokami wiosny,
                                                  przyszło  nam jechać do deszczowej i wietrznej krainy.
                                                             Chyba przyjdzie się rogrzewać whisky;)










                              


                                                        A tymczasem wiosna rozgościla się na dobre.
                                                        Czy ta pora roku, nie mogłaby trwać -dłużej?
                                 Za krótko zdecydowanie kwitną magnolie, wiśnie, migdałki, tulipany i żonkile.



                                                               Wiśnia na skwerze przed  domem.





















                                                                Moje różne kwiecie ogrodowe;)












































                                           Mam nadzieję, że uda mi się zrobić trochę dobrych zdjęć:)
                                                                      Szkocja-ma potencjał;)

                                                    Dziękuję za Wasze komentarze, bardzo, bardzoo!

sobota, 25 marca 2017

Zachwycam się światem

                             
                                               Wyczekana, ukochana, piękna, pastelowa-przyszła!!:)
                                             Otwieram o świcie okna, by słuchać ptasiego śpiewu. 
                                     Zatrzymują mnie kwitnące drzewa i kwiaty.  Niby co roku, tak samo.
                                                                  Ale ciągle mi mało. Wiosny:)







































                                                             A po domu rozpełzły się jajka;)
                                                      Wiem, że to falstart.  Ale też nie grzech;)

















                                                    Ciepłęj, słonecznej niedzieli Wam życzę:)


środa, 22 marca 2017

Fijołki mam w głowie:)


                         Po prawdzie, to powinno być: "Zielono mam w głowie i fiolki w niej kwitną".*
                                                      Wiosenny wiatr, przywiał dobra energię.
                                                                  Kocham tę porę roku!











                               I tak: oprócz fioletu i zieleni w głowie, mam na dłoniach i ubraniu-niebieski.
                              Wykorzystałam cudowną zeszłotygodniową pogodę, na wiosenne porządki.
                                                             I malowanie. Kota oszczędziłam;)














                                Jak już posadzę kwiatki, poustawiam doniczki, to pokażę, co z tego wyszło.



                                                   A tymczasem, życie w ogrodzie -ruszyłooo:)

























                                                                         Toaleta po robocie:)






* Wiersz Kazimierze Wierzyńskiego.
  ZIELONO MAM W GŁOWIE

Zielono mam w głowie i fiołki w niej kwitną,
Na klombach mych myśli sadzone za młodu,
Pod słońcem, co dało mi duszę błękitną
I które mi świeci bez trosk i zachodu. Obnoszę po ludziach mój śmiech i bukiety
Rozdaję wokoło i jestem radosną
Wichurą zachwytu i szczęścia poety,
Co zamiast człowiekiem, powinien być wiosną.



niedziela, 12 marca 2017

Wiosenne zmiany


                              Czerwień kanap, mocno mnie już zmęczyła, więc wróciła szarość, uff;)
          Cenię sobie w tym modelu kanapy, możliwość zmiany aranżacji, poprzez zmianę pokrowców. 
                                                 Dużo to tańsze , od wymiany całego mebla;)












                                               















                                                                             W domu pierwiosnki...







                                                                     i bazie z dzisiejszego spaceru:)
 






                                                       A dziś, odkryłam w mym ogródku-żonkile:)







                                                                      Wiosna , wiosna:)

wtorek, 7 marca 2017

Meteopata

                                                                                 to ja;)
                                 Miałam przygotować piękny, kolorowy post z karnawałowej kawalkady.
                                Tymczasem, przez trzy dni, nie mogłam się pozbyć okropnego bółu głowy.
                                                                    I na paradę, się nie wybrałam.
                                    Przez Francję przetaczały się nawałnice, wichury, ciśnienie wariowało.
                                        I moja głowa też. Może zacznę przepowiadać pogodę? Jak górale?;)
                                  Przygotowałam kilka  karnawałowychch kolaży ze zdjęć, które zrobiłam
                                                 podczas poprzednich kawalkad. Mniejszych i większych.




















                                              I jeszcze kilka zdjęć z netu, tegoroczny karnawał w Miluzie.
                                                            Mimo paskudnej pogody-działo się!






 















                                               A w ogródku tymczasem, ruch. Gdy tylko wyjdzie słońce do
                                                               krokusów zlatują się pierwsze pszczoły.
                                                           Irysy -zaskoczyły mnie swoją obecnością:)















                                                        Cieplych, słonecznych dni Wam życzę.