Nie wiem dlaczego do tej pory nie było posta o naszej wyprawie do
Garmisch-Partenkirchen.
Zakochani w górach, także w Alpach, nie mogliśmy nie zobaczyć, najwyższego
szczytu Niemiec - Zugspitze 2.962 n.p m.
Pech chciał, że siedział cały czas w chmurach. A na szczycie
nawet prószył śniegiem.
Trudno...Za to zjedliśmy prawdziwe bawarskie knedle, popiliśmy
bawarskim piwem i też było pięknie;)
Bo jak nie lubić tych ukwieconych domów, cebulowych zwieńczeń wież, tej
intensywnej zieleni , na tle szarych skał?
Grainau, u stóp Zugspitze
Drzewko majowe na szczycie Zugspitze, które ma chronić przed
nieszczęściami: piorunami, gradobiciem, lawinami.
Wąwóz Partnach. Byłam zachwycona ta wycieczką.
Chodzi się korytarzem, wydrążonym w skale obok rwącego potoku, który
huczy, szumi, chlapie.
Chciałabym tam kiedyś wrócić!
I jeszcze kilka migawek , z tej alpejskiej krainy.
Także z samego Garmisch-Partenkirchen
Te zdjęcia, już kiedyś publikowałam . Do ulubionego zamku króla Ludwika, warto
wstąpić, choćby dla tych ogrodów.
Podobno, król, był tak zachwycony pałacem i ogrodami, że nie spał, tylko
biegał po nich nocami;)
Właściwie to mu się nie dziwię;)
Udanego weekendu!!