candy trwa, ja tymczasem chciałabym
wrócić jeszcze do wakacyjnych wojaży.
Jeśli pozwolicie na chwilę zajrzymy znów na południe Francji.
W Aix chodziliśmy szlakiem Cezanne'a. Zobaczyliśmy kilka jego
płócien w Muzeum Graneta.
Jak na miasto tego artysty-trochę za mało.
Można też zwiedzić atelier, w którym malował, ale nas, po prostu
zmógł upał i dzień zakończyliśmy w greckiej knajpce.
Kiedy popijaliśmy "rose" w Cassis, obok nas toczyło się
życie...
Nicea, przez szybę;)
I powyżęj , już na drodze do Monako.Widok na Cap-Ferrat.
Droga ta nazywana Corniche, prowadzi z Nicei do włoskiego Menton.
Widokowo najpiękniejsza na świecie.
I...prawdziwa Prowansja.Smagana wiatrem pachnąca lawendą, rozmarynem
cytrusami i miętą .
Moje ukochane, maleńkie Gourdon. Jakby wykute w skale.
Wyrabia się tu perfumy, mydełka, świece, korzystając wyłącznie
z produktów naturalnych. Całe Gourdon-pachnie.
Snobistyczne Cannes.
Z Cannes połynęliśmy na Wyspę Św. Małgorzaty.
Znanej głownie z tego, że więziony był tu Człowiek w Żelaznej Masce .
Uwieczniony potem w powieści Dumas'a.
A ja upolowałam motyla;)
I na koniec pocztówka z wieczornego Antibes.
Nie zdążyłam jeszcze zajrzeć na wszystkie Wasze blogi, bo
trochę niedomagam. Wybaczcie...
Dobrej nocy!